Profil GdzieMieszkac na Facebook'u

poniedziałek, 18. september 2017, 09:00
W chuście w Tatry!

W chuście w Tatry!

Sporo czasu minęło od ostatniego wpisu. Dużo się również u nas pozmieniało. Dodatkowy członek rodziny skutecznie ogranicza czas na pisanie bloga.

Z połową sierpnia, jak co roku (tak, w zeszłym roku, w ciąży, też) wybraliśmy się do Zakopanego, polskiej stolicy Tatr. Tym razem mieliśmy zaszczyt zabrać członka naszej rodziny, pokazać dziecku góry – Pana B. ;) Co ważne jako środek przenoszenia dziecka wzięliśmy jedynie chustę, nie braliśmy wózka/ spacerówki.

Po pierwsze dlatego ponieważ lecieliśmy z Berlina do Rzeszowa samolotem (linie Ryanair), po drugie wózkiem nie można, poza trzema dolinami, wjechać w góry. My mieliśmy bardziej ambitne plany niż Dolina Kościeliska, Chochołowska czy Morskie Oko. Po trzecie nie korzystaliśmy z nosidełka, bo nasze dziecko nie potrafi jeszcze samodzielnie siadać, co jest wskazaniem (dla zdrowia) do noszenia go tylko w chuście.

Wzięcie pana B. do chusty w góry było strzałem w dziesiątkę. Góry stały przed nami otworem. Korzystaliśmy z wiązań: kangurek, kieszonka i plecak prosty. Zarzucanie dziecka na plecy przydawało się przede wszystkim przy podejściach np. Doliną Jaworzynki czy Grzybowiecką Doliną (pomiędzy Strążyską a Małej Łąki), poza tym przy zejściach siedział w kieszonce lub kangurku. Nie baliśmy się, że nie bierzemy wózka, ponieważ mały ostatnio w ogóle nie tolerował spacerów w wózku, więc na spacery po mieście braliśmy go i tak w chuście. Wszystkie wiązania wcześniej długo w praktyce używaliśmy. Warto zaznaczyć, że wzięliśmy razem 3 chusty: 1 dłuższa 4,2m mocna z domieszką konopii, 1 krótszą 3,6m bawełnianą (awaryjną na wypadek dużych zabrudzeń…) i chustę kółkową. Ostatecznie używaliśmy tylko tą pierwszą. Nic niespodziewanego się nie wydarzyło.

Co ciekawe spotkaliśmy parę rodzin, które nosiły w chuście swoje dzieci :) Jedną rodzinkę spotkaliśmy dwukrotnie, zawsze były to niesamowicie miłe rozmowy lub pozdrowienia :)

Na plecach

Czas przejścia szlaków oczywiście się wydłużył – a to na karmienie, a to na zmianę pieluszki, a to na rozciągnięcie małych nóżek. Potrzebowaliśmy więc około 50 procent czasu więcej. Zauważyliśmy też, że pierwszego dnia maluch był trochę niesforny, troszkę się wyrywał z chusty, wiercił, nudził. Był to chyba czas „adaptacji”. Z kolejnymi dniami nasze dziecko stało się doskonałym partnerem (tak! tak!) na szlaku. Dokładnie, mały partner górski – on wytrzymywał nasze: „do końca szlaku jeszcze 10 minut”, a my jego wiercenie z nudy w chuście. Dzielny chłopak! :)

Przystanek na szlaku

Przystanek na szlaku

Dobrym rozwiązaniem było wzięcie w góry parasola. Mały parasol w plecaku nie tylko chronił go przed słońcem czy wiatrem na postojach, ale też niewielkim deszczem w płaskich dolinach. Kogo spotkało nagłe oberwanie chmury w górach w łatwym terenie, ten wie jak przydatny jest to element wyposażenia. Przy podejściach między siebie a dziecko zakładaliśmy pieluszkę tetrową albo szybkoschnący ręcznik, zaś po wyciągnięciu z chusty od razu „zawijaliśmy” malca w ciepły polar.

Sposób na drzemkę, hamak z chusty

W chacie, w której nocowaliśmy w Zakopanem, również mieliśmy zapewnione wszelkie udogodnienia dla małego: wanienka, łóżeczko turystyczne, nowiutką kołderkę, przewijak, większy pokój. Byliśmy spokojni, czyli tak jak powinno być na wakacjach, prawda? :) Mały w dzień sypiał tylko 3x 30 minut, czasem ciężko w ogóle było mu zasnąć. Wszystko chyba wydawało mu się zbyt interesujące. Za to po powrocie do pokoju naprawdę cieszył się, że jest w pokoju. Po myciu spokojnie i bezproblemowo zasypiał.

Po powrocie stwierdziliśmy, że bliżej poznaliśmy nasze dziecko. Nie jest to już mały, głupiutki, wrzeszczący nieustannie niemowlak, ale bystry i ciekawski, mały chłopaczek, który czasem naprawdę nudzi się w górach (ile można patrzeć na zielone?!?!), rozdaje setki uśmiechów strudzonym turystom i do którego trzeba mówić, zagadywać, opowiadać. Osobiście stwierdziłam również, że w podróży, szczególnie na szlaku w górach, o dziwo łatwiej dziecko „ogarnąć” niż w (nudnym) domu. Za rok chcielibyśmy wybrać się z nim w Tatry Słowackie na rowery! O!

Nasze szlaki (łącznie ok. 50km):

0 dzień: 1/2 drogi na Gubałówkę

1 dzień: Dolina Strążyska – Dolina Grzybowiecka (czarny) – Dolina Małej Łąki – Ścieżka pod Reglami

2 dzień: Dolina Olczyska- Wielki Kopieniec – Toporowa Cyrhla

3 dzień: Dolina Jaworzynki- Dolina Gąsienicowa- Czarny Staw Gąsienicowy- Schronisko w Dolinie Gąsienicowej- szlak niebieski (Wielka Kopa Królowa)

4 dzień: Ścieżka pod Reglami – Dolina ku Dziurze

5 dzień (Słowacja) Cicha Dolina Orawska- Dolina Bobrovecka

 

 




najchętniej czytane

wszystkie

|

miejsca

|

popularne tagi

Zobacz wpisy